Dzień 1- Przylot, Kerkyra, Kouspades
Jak już wspomnieliśmy loty do Korfu, w naszym przypadku z Warszawy, trwają około 2,5h. My po raz kolejny korzystaliśmy z usług Ryanaira, dzięki temu bilety udało się nam kupić w dosyć przystępnej cenie i korzystnym odstępie czasu. Wylądowaliśmy na wyspie około 15, a więc mieliśmy jeszcze pół dnia na zapoznanie się z wyspą i odnalezienie wynajętego apartamentu. Po dopełnieniu formalności związanych z wypożyczeniem samochodu, ruszyliśmy do stolicy Korfu- Kerkyry, aby pierwszy raz skosztować pysznego greckiego jedzonka. Głodne brzuszki nie pozwoliły nam się długo zastanawiać nad wyborem restauracji, a więc weszliśmy do pierwszej lepszej, której opinia na Google była wyższa niż 4*. I oczywiście nie zawiedliśmy się.
Po przepysznym obiedzie, spacerowaliśmy uliczkami przepięknej Kerkyry, co chwilę zatrzymując się by robić zdjęcie lub nagrać kolejną piękną uliczkę.
Zaraz po spacerze udaliśmy się do Starej Fortecy. Po wdrapaniu się na sam szczyt możecie podziwiać widok na panoramę Kerkyry z jednej strony, z drugiej na port, a jeszcze z innej na morze.
Stolica Korfu zrobiła na nas duże wrażenie, z jednej strony okiennice przypominały nam Portugalię, z drugiej strony wespy i małe, romantyczne knajpki na każdym rogu -Włochy. mimo swojego uroku nie zdecydowalibyśmy się, aby zostać tam na dłużej. Mieszkania szukaliśmy na wsi, z dala od miejskiego szumu, w pobliżu wody, plaży i natury. Mając do dyspozycji samochód mogliśmy sobie pozwolić, by mieszkać w miejscu, gdzie nie dojeżdżają autobusy, a co za tym idzie tłumy turystów. A zatem zdecydowaliśmy się na miejscowość Kouspades, w południowo-wschodniej części wyspy.
Dzień 2- Sidari, Kanał Miłości, Siódme niebo
Drugi dzień zaczęliśmy aktywnie, zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy na północ wyspy, by dotrzeć do jednej z najbardziej turystycznych miejscowości na wyspie Sidari. Po zakupie pamiątek udaliśmy się spacerkiem do miejsca zwanego Canal d' Amour czyli sławnego Kanału Miłości. W szczycie sezonu jest to podobno bardzo oblegane miejsce, jednak na początku maju oprócz nas, było tam jeszcze kilkanaście osób.
Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy tego dnia było Cape Drastis. Miejsce znajduje się kilka minut drogi od kanału, dlatego nie można go przegapić. Nie mam pojęcia, czy było to spowodowane tym, że sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, czy nie jest to bardzo popularne miejsce, ale byliśmy tam zupełnie sami. Mogliśmy do woli, w ciszy, rozkoszować się pięknymi widokami cudów jakie stworzyła tam natura.
Na zakończenie dnia polecamy udać się do baru 7'th Heaven, który znajduje się w pobliżu. Wiele osób poleca zostać tam na zachód słońca. Niestety my byliśmy tam w południe, więc do zachodu było zbyt długo czasu. Mimo to, polecamy się tam zatrzymać na przepyszna mrożona kawę i Mojito, która można wypić, huśtając się na podwieszanych huśtawkach z widokiem na morze.
Dzień 3- Dwie podwójne plaże, Błękitna Laguna, La Grotta
Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy trzeciego dnia było Porto Timoni Beach, inaczej znane jako The Double Bay. To chyba najbardziej popularne i kojarzące się z Korfu miejsce. Nie można być na wyspie i się tam nie zjawić. Mimo swojej sławy, miejsce nie jest zatłoczone, głównie z tego powodu, że trzeba się troszkę namęczyć, żeby do niego dotrzeć. Ale bez obaw, każdy jest w stanie to zrobić. Żeby w ogóle odnaleźć to miejsce, ustawcie nawigację na miejscowość Afionas, znajdźcie pierwsze wolne miejsce parkingowe i już pieszo podążajcie za strzałkami. Radzimy zabrać ze sobą wodę i dobre buty, ponieważ ścieżka prowadząca na plażę jest kamienista i miejscami stroma, ale widoki, które towarzyszą nam po drodze rekompensują wszystkie niedogodności.
Prosto z Porto Timoni udaliśmy się do miejscowości Paleokastrista, z małym przystankiem, by zobaczyć równie słynne miejsce- La Grotta. Woda w tym miejscu ma podobno najpiękniejszy kolor na całej wyspie. Znajdziemy tutaj wszystkie odcienie błękitu, o czym świadczy potoczna nazwa tego miejsca, Błękitna Laguna. Zresztą oceńcie sami!
I ostatnie miejsce już tego dnia to kolejna podwójna plaża, tym razem trochę mniej znana, ale równie piękna. Droga do tej plaży była tez zdecydowanie łatwiejsza, w większości były to schody. Ta plaża to Limni Beach.
Dzień 4- Wydmy, Pałac Achillesa, Kerkyra
Na ostatni pełny dzień na Korfu nie mieliśmy szczególnych planów. Jedyny dzień, gdzie wszystko potoczyło się spontanicznie. Pogoda troszkę się popsuła, było ciepło, ale padał deszcz, nie było więc mowy o plażowaniu. Jak co dzień wsiedliśmy więc w samochód i ruszyliśmy do pobliskiego jeziorka, które znaleźliśmy na Mapach Google.
W drodze do jeziorka całkiem przypadkiem natrafiliśmy na plażę pełną przecudownych wydm, gór, skarp, klifów i innych cudów stworzonych przez naturę. To chyba jedno z miejsc, które najbardziej podobało mi się na wyspie, Może dlatego, że nie słyszałam, ani nie czytałam o tym przed podróżą, a może dlatego, że było zupełnie inne niż rajskie plaże otaczające całą wyspę.
Jadąc do stolicy, by po raz kolejny i ostatni przespacerować się uliczkami pięknej Kerkyry, udało nam się odrobinkę zboczyć z trasy, by odwiedzić słynny Pałac Achillesa, a dokładnie letnią rezydencję Księżniczki Sisi. Generalnie nie jestem fanką zwiedzania muzeów, to wydawało się warte uwagi, zwłaszcza, że deszcz nadal padał. Korfu nas oczywiście nie zawiodło i tym razem możemy śmiało polecić wam to miejsce. Przepiękne ogrody, wnętrza i kilka ciekawostek do przeczytania w środku.
Ostatni spacer i ostatnie zdjęcia stolicy. Wieczorem jedliśmy też przepyszny obiad w typowo greckiej knajpce, pełnej lokalnych mieszkańców, produktów i potraw. Niestety nazwy restauracji nie pamiętam, bo była to kolejna, do której weszliśmy z przypadku. I powtarzam kolejny raz, ani tym razem, ani na poprzednim wyjeździe nie zjedliśmy nic co by nam nie smakowało. Kuchnia grecka jest najlepszą kuchnią na świecie.
Filmik z Korfu:
Mapa z każdym odwiedzonym przez nas miejscem:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz